Link 17.12.2006 :: 10:22
Na uczelni założonej przez Fidela Castro, ulokowanej na rozległym terenie byłej bazy wojskowej, wykłada się medycynę w kubańskim stylu. Oznacza to tradycyjne zajęcia w prosektorium, wpatrywanie się w okulary wiekowych mikroskopów, a oprócz tego dyskusje na temat rewolucji, która 48 lat temu dała władzę Fidelowi Castro.
Lekarze wyszkoleni na Kubie muszą nie tylko umieć zdiagnozować chorobę wrzodową i nadciśnienie, ale również wyjaśnić zasady ustanowione przez el comandante.
Pomysł na uczelnię, w której oprócz ABC medycyny przyszli lekarze z obu Ameryk i Afryki otrzymaliby wiedzę z zakresu filozofii leżącej u podstaw systemu oferującego masom pracującym dobrą opiekę zdrowotną, zrodził się w głowie samego Castro na początku lat dziewięćdziesiątych.
Rząd kubański w całości opłaca studia ubogim studentom z zagranicy, więc wielu z nich, między innymi około 90 Amerykanów, chętnie korzysta z szansy na darmową edukację medyczną, nawet z domieszką odrobiny teorii komunizmu.
- Oni realizują marzenia naszego comandante - mówi dziekan uczelni, dr Juan D. Carrizo Estévez. - Jak sam powiedział, są prawdziwymi misjonarzami, prawdziwymi apostołami zdrowia - dodaje.
gazeta.pl